DLA MŁODZIEŻY
Powołanie „POD PRĄD”
Tegoroczne wakacje różnią się dla niektórych uczniów i studentów od poprzednich. Dlaczego?
Bo wymagają podjęcia życiowych decyzji. Jedni bowiem ukończyli szkołę
zawodową, inni są szczęśliwcami z dyplomem maturalnym w kieszeni, jeszcze inni są
absolwentami studiów, magistrami. Zakończył się pewien etap życia. CO DALEJ?

Być może niektórzy słyszą w sercu delikatny szept Jezusa: Pójdź za mną. Nie lękaj się!
Może właśnie w te wakacje stoisz przed wyborem, który swoimi skutkami sięga po
wieczność: zastukać do zakonnej furty, przekroczyć progi seminarium, czy może jeszcze
poczekać, poszukać drugiej „połówki” w życiu? Może masz w głowie swoisty „supermarket”,
wypełniony wątpliwościami i dylematami, bo świat kusi Cię różnymi „promocjami” i
„bonusami” życia na luzie, „reklamuje” uroki wolności, tolerancji, postępowości, zaś laickie
media prześcigają się w „antyreklamie” i „obniżce ceny” Kościoła, kapłaństwa, życia w
zakonie. Jak zatem rozeznać, mieć pewność, że to ON mnie woła, a nie są to tylko moje
emocje, kalkulacje, ambicje?

POWOŁANIE TO BOŻY SCENARIUSZ NA MOJE ŻYCIE. Jako człowiek wiary
powinienem najpierw odkryć, a potem zrealizować ów scenariusz, wierząc, że Pan Bóg
przewidział dla mnie najlepszą rolę do odegrania w serialu życia. Nie jest ono ani „za karę”,
ani też „w nagrodę”! Zarówno motywy ekspiacji, wynagrodzenia za grzechy własne lub
najbliższych (np. ojca pijaka), jak i myślenie o sobie w kategoriach bycia kimś
fenomenalnym, wyjątkowym, charyzmatycznie naznaczonym przez Pana i wybranym ze
względu na nadzwyczajne zdolności czy cechy swojej osobowości – z założenia zaciemniają
proces rozeznawania, czyniąc go często wręcz niemożliwym. Powołanie do kapłaństwa czy
życia konsekracją zakonną nie jest czymś, co można sobie ot tak wybrać; nie jest zawodem,
nie jest pomysłem na życie. Jest łaską! Jest skarbem, który trzeba w sobie odkryć.
Jest darem, o który trzeba się nieustannie troszczyć. Jest historią intymnego dialogu miłości
Boga z wolnością człowieka, który może powiedzieć: „Nie, pójdę swoją drogą”.
OSTATECZNIE POWOŁANIE JEST TAJEMNICĄ, dlatego trzeba prosić Ducha Świętego
o wolność wewnętrzną w dokonywaniu wyboru życiowej drogi.

Może przydatna Ci będzie sugestia założyciela jezuitów, św. Ignacego Loyoli, który wskazał
na trzy „pory wyboru” powołania. Chodzi tu nie tyle o czas, co raczej o sposób rozeznania powołania.
Pierwsza mówi o sytuacji, w której ktoś, niejako „od zawsze”, jest przekonany,
że jego miejsce jest w kapłaństwie czy zakonie (szczęśliwiec!), albo też zdobywa
niezachwiane przekonanie co do wyboru kapłańskiej lub zakonnej drogi na mocy Bożej
ingerencji, jak chociażby 19-letnia Helena Kowalska (św. s. Faustyna) podczas „potańcówki”
w Łodzi. Usłyszała wówczas słowa Jezusa: „Jak długo jeszcze będziesz Mnie zwodzić?”.

Druga polega na rozsądnym zważeniu wszystkich „za i przeciw” wobec planów na życie
i decyzji za tą opcją, która, mówiąc najprościej, ma najwięcej „plusów” i najmniej „minusów”.
Warto tutaj posłuchać opinii i porad osób bliskich: rodziców, przyjaciół, kierownika duchowego.

W trzeciej, gdy rozeznający nadal nie jest w stanie dokonać wyboru, św. Ignacy zaleca,
aby w modlitwie niejako stanąć nad własną trumną albo wyobrazić sobie siebie na Sądzie
Ostatecznym, i ze względu na zbawienie własnej duszy zadać pytanie o to, kim wolałbym umierać?
Jeśli chciałbyś umierać jako kapłan to trzeba wiedzieć, że już od chrześcijańskiej
starożytności zwracano uwagę na zewnętrzne znaki powołania, według zasady potrójnego „s”,
a mianowicie: sanitas (zdrowie, zarówno ciała, jak i psychiki), sanctitas (świętość) i sapientia (mądrość).

Mówimy głośno w Polsce o kryzysie powołań. Czyżby Chrystus nagle przestał wzywać
do pójścia za sobą? Z pewnością nie! Wydaje mi się, że powołanych wciąż jest wielu, ale nie
dają oni Jezusowi odważnej odpowiedzi na wzór Izajasza: „Oto ja, poślij mnie” (Iz 6,7), boją się,
są niezdecydowani. To trochę tak, jak w tym opowiadaniu z przymrużeniem oka: Kleryk
przychodzi do ojca duchownego z pytaniem, czy mógłby pocałować w policzek siostrę, która
ma przyjechać w odwiedziny. Ojciec duchowny na to: Mój drogi, z jednej strony można, z
drugiej nie można… Kleryk się ucieszył i pocałował swoją siostrę tylko w prawy policzek, zgodnie z radą.

Myślę, że wielu młodym brakuje dzisiaj odwagi, by pójść „pod prąd” światowości, by nie
lękać się wierności tym wartościom, które są wykpiwane. Przecież niejedna siostra zakonna
idąc w habicie słyszy epitety w stylu: „pingwin”. Niejeden ksiądz czy kleryk w sutannie jest
dziś wysyłany „na księżyc” i obrzucany obelgami w stylu: „czarnuch”, „klecha” czy „nierób”.
JEŚLI PAN JEZUS CIĘ WOŁA, TO ON SAM ZATROSZCZY SIĘ O CIEBIE, ZAUFAJ MU! Podaj Mu tylko rękę...
Jeśli nie zaryzykujesz, nie spróbujesz, nie zasmakujesz życia seminaryjnego czy zakonnego,
to się po prostu nie przekonasz, czy ono jest dla Ciebie, czy nie.
Natomiast jeśli uważasz się za niegodnego powołania to pamiętaj o tym, że
Boży wybór rzadko kiedy zgadza się z ludzkim osądem. Przypomnij sobie słowa Boga do proroka Samuela:
„Człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1Sm 16, 7).
ŻYCZĘ CI ZATEM ODWAGI I PIĘKNEGO, W OCZACH BOŻYCH, SERCA!

Ks. Arkadiusz Olczyk



© Zgromadzenie Sióstr Córek Maryi
Wszelkie prawa zastrzeżone.